Maryja- skromna, czysta dziewczyna, o której wiemy tylko tyle, że mieszkała w Nazarecie
i była poślubiona Józefowi.
Posłaniec z nieba zwiastował jej plan Boży, a Maryja rzekła:
„Oto ja Służebnica Pańska niech mi się stanie według słowa Twego”.
Choć przecież była zmieszana…
Bała się…
Zastanawiała się, jak to się stanie?
Bo przecież nie wiedziała…
Do końca nie wiedziała, jak się to stanie, „że Pan Bóg da Mu tron Ojca Dawida, a Jego panowaniu nie będzie końca”.
Wtedy nie wiedziała, że będzie aż tak boleśnie…
Że słowa obietnicy wypełnią się wbrew ludzkim oczekiwaniom
Że przez krzyż Umiłowanego Syna poprowadzi ją raz wypowiedziane „Tak”
Zdarza się między ludźmi, że składają sobie obietnice „bez pokrycia”, a ostatecznie słowa nie dotrzymują- takie „obiecanki- cacanki”.
Jak drobna sprawa, to jeszcze można zapomnieć, albo machnąć ręką że to nie takie ważne…
Ale jak ważne, to wielki zawód, bolesne rozczarowanie…
A jak traktuję Pana Boga?
Co Bogu w „przypływie miłości” obiecuję ?
Co obiecuję, gdy proszę Boga o konkretną pomoc?
Czy pamiętam o złożonych obietnicach, dobrych postanowieniach?
Czy w ogóle mam dobre postanowienia i decyzje?
Bo one są potwierdzeniem, że moje serce jest hojne, wspaniałomyślne,
Że jeszcze nie skostniało, nie przyzwyczaiło się do grzechu,
że jeszcze pragnie się zmieniać na lepsze…
Maryjo, ucz mnie rozeznawania, podejmowania dobrych decyzji i wierności. Amen.
s. Julita