| Wywiad z s. Katarzyną |
|
|
|
|
Wielkim zdumieniem i niegasnącym zachwytem. Upłynęło tyle już lat a wszystko takie jak dzisiaj… Czas nie przygasa ognia, który Bóg zapalił, nie osłabia tej pewności, że jestem Bogu potrzebna…, mały człowiek na ziemi… Jakie były siostry marzenia? Fascynowałam się kulturą, sztuką, nauką… On tego nie odebrał, pozostawił ale pokazał, że to On sam jest najwyższym Pięknem, najprawdziwszą Mądrością, najszlachetniejszym Dobrem. A jeżeli w tym, co tworzy człowiek nie ma odblasku piękna Boga, to jest to po prostu kiczem, który nie wytrzyma próby czasu. Jak rozpoznała siostra powołanie zakonne? Można powiedzieć, że moje powołanie rodziło się nad jeziorem, w Szczecinku gdzie się wychowałam. Spędzałam tam bardzo dużo czasu myśląc o swoim życiu, o tym, co mam robić, jaki jest jego sens i cel. Tam jednak sióstr nie było... Były natomiast w parafii, w której byłam zaangażowana. Pewnego dnia skorzystałam z zaproszenia siostry i przyszłam na spotkanie. Tam też jednej z sióstr przekazałam swój adres i nigdy nie pomyślałam, że tak zacznie się moja przygoda z poszukiwaniem mojego powołania. Czy może siostra powiedzieć, co było dalej? Spotkanie się skończyło. Od tamtej pory w mojej skrzynce bardzo często pojawiał się list a w nim zaproszenie na spotkanie, na skupienie. Przez długi czas nie odpowiadałam na żadne zaproszenie, bo jak każdy młody człowiek nigdy nie miałam czasu zawsze coś miałam do zrobienie... Ale pamiętam jak przyszedł list od siostry z zaproszeniem na rekolekcje w czasie ferii zimowych. Być może nie wybrałabym się w podróż gdyby nie to że list o tej samej treści przyszedł dzień po dniu. Wtedy pomyślałam trzeba to zakończyć. Muszę po prostu pojechać i powiedzieć Siostrze, aby mi nie wysyłała zaproszeń, aby nie pisała, bo ja mam plan na swoje życie. Pamiętam, z jakim nastawieniem przyjechałam do Gostynia z wielkim plecakiem, w dużym jak na wielkopolskie śniegu szłam na Świętą Górę. Wszystko było dla mnie takie nowe i inne. Miałam jeden cel po prostu powiedzieć dziękuję za zaproszenia proszę już nie pisać... Ale Bóg miał inne plany... Jak weszłam do kaplicy gdzie trwała już modlitwa dziewcząt Siostra z uśmiechem powiedziała „cieszę się że cię widzę”. W sercu powiedziałam Siostro ja przyjechałam by podziękować. Do dziś pamiętam to skupienie i moje pierwsze spotkanie ze Świętą Górą. Nie potrafię wyrazić słowami, co działo się w moim sercu. Wiele godzin spędzałam na modlitwie i pytaniu Jezus, co tu się jeszcze wydarzy.. No tak skupienie się skończyło a co było dalej? Powróciłam do domu do mojej codzienności. Wyjeżdżając z Gostynia wiedziałam, że chyba tam wrócę... Tak też się stało wybrałam się na kolejne spotkanie za miesiąc. Będąc pod furtą klasztoru wróciłam na dworzec z myślą „to nie ma sensu, wracam do domu” Kiedy miałam wejść do pociągu, jadącego do Szczecinka spotkałam się z Siostrą która z grupą dziewcząt przyjechała na skupienie. Wówczas usłyszałam „przestań uciekać, rozważ jaki w sercu słyszysz głos”. Wróciłam z Siostra na skupienie i zaczęłam powoli słuchać co mi w duszy gra... powoli zaczęłam rozważać jaki słyszę głos... Trudno było mi powiedzieć Bogu tak, próbowałam Mu powiedzieć, że mam inne plany, że się nie nadaję... ale ilekroć mówiłam swoje argumentu słyszałam też „rozważ jaki w sercu słyszysz głos”. Rozważałam nie tylko na skupieniu, ale w mojej codzienności, w drodze do szkoły, nad moim ukochanym jeziorem w Szczecinku, na obozach z niepełnosprawnymi... Pamiętam moment kiedy powiedziałam: Tak Panie ten głos jaki słyszę to twoje zaproszenie do bycia tylko dla ciebie. Podczas rekolekcji w wakacje na Świętej Górze przed obrazem Matki Bożej – Matki mojej drogi podjęłam decyzję i powiedziałam o tym siostrze, która z cierpliwością przez długi czas przysyłała mi zaproszenia na rekolekcje, która towarzyszyła mi modlitwą. I tak rozpoczęłam drogę jako duchowa córka Bł. Edmunda Bojanowskiego. Od dnia decyzji czułam, wielki pokój i wewnętrzną radość. Były także trudności i zaskoczenie najbliższych, ale tam w sercu czułam, że to jest moja droga, moje miejsce. Tak dziesięć lat temu w roku beatyfikacji bł. Edmunda Bojanowskiego 26.08.1999r. przyjechałam do Dębicy. Czy siostra jest szczęśliwa? Jestem szczęśliwą siostrą... Odkryłam swój skarb, moje miejsce jakie mi Bóg przygotował. Nigdy bym nie wymyśliła lepszego planu na swoje życie. Bóg jest najlepszym architektem naszego życia. Za trzy miesiące powiem Mu swoje tak na całe życie. Dziękuję Mu za to, że w Zgromadzeniu Sióstr Służebniczek przygotował mi miejsce. Często przypominam sobie słowa, jakie kiedyś bł. Edmund napisał do jednej z sióstr „Zaufaj Bogu i nie przestawaj gorąco się modlić”. W szukaniu swojego szczęścia zaufanie i modlitwa są warunkiem usłyszenia głosu jaki jest w naszych sercach.
Posłuchaj wywiadu z S. Katarzyną Szulc:
|
|||||||||||||||



Czym dla siostry jest powołanie?
